Counter-Strike'iem, czyli najpopularniejszą komputerową "strzelanką" na świecie, Mariusz fascynował się "od zawsze". Pierwszy raz zetknął się z tą grą, gdy miał 15 lat. Zaraził się w kafejce internetowej: - Potem od razu chciałem rywalizować z najlepszymi - wspomina dziś.
Z Mariusza - Lord
- Wszystko na poważnie zaczęło się w 2004 roku, gdy zacząłem grać z Kubenem [Jakubem Gurczyńskim - przyp. red.] - opowiada mistrz. Mariusz nie znał go wtedy osobiście. Poznali się przez Internet. Wspólnie trenowali. Później jednak ich drogi się rozeszły. W tym samym czasie "w dołku" znalazła się jedna z najlepszych polskich drużyn w Counter-Strike'u - Team Pentagram G-Shock (obecna nazwa: PGS Gaming). Ze względu na ciągłe kłótnie dawnych członków zespołu, włodarze klanu zdecydowali się wówczas na zmiany kadrowe. Złożyli więc ofertę Mariuszowi, który nie zastanawiał się długo nad jej przyjęciem.
- Kiedy ktoś staje się członkiem takiej drużyny, jego mobilizacja rośnie, chce się grać coraz więcej, pokazywać, że jest się najlepszym - ekscytował się Mariusz, którego od tamtej pory cały komputerowy świat znał jako Lorda. Dlaczego Lord? - Nie wiem, musiałem coś szybko wymyślić, jak zaczynałem grać - śmieje się nasz bohater.
Gdy Pentagramowi zabrakło jeszcze jednego gracza, Lord polecił Kubena. Skompletowana drużyna była gotowa do walki.
Gra w pracę
Od tamtej pory Mariusz swoją grę traktuje jak pracę. Zresztą, nie można się temu dziwić. Uznawany przez wielu za najlepszego gracza świata, kolega Mariusza z PGS'u, Filip "Neo" Kubski z dumą stwierdza: nasza drużyna to w stu procentach profesjonalna firma.
Taka praca to jak marzenie - ktoś powie. I rzeczywiście: Lord z uśmiechem wylicza rzeczy, których nie obejmuje kontrakt, jaki wiąże go z klanem - dzienne treningi, ciągła gra do późnych godzin wieczornych...
- To nasza indywidualna sprawa - mówi. - W zasadzie musimy tylko jeździć na turnieje i tam reprezentować barwy naszego klanu. Szefostwo drużyny, z siedzibą w Warszawie, wprawdzie może rozwiązać umowę z Mariuszem bez konkretnego powodu, nikomu się jednak to nawet nie śni, bo Lord nieustannie udowadnia swoje wysokie umiejętności.
Sukcesy, sukcesy i jeszcze raz... wielka kasa!
- Sukces przyszedł od razu na moim pierwszym poważnym turnieju. W Hanowerze zdobyliśmy tytuł wicemistrzów Europy - wspomina Lord.
Dojście do tak wysokiego poziomu rywalizacji sprawia, że Counter-Strike to już nie tylko zabawa.
Za wygrane turnieje inkasuje się spore sumy pieniędzy. Czy grając, można zarobić "na chleb"? - Nie tylko na chleb - śmieje się Lord.




Wasze komentarze
dodaj komentarz